+1
Buyaka 25 czerwca 2015 21:32
z małym opóźnieniem, dodaję :)

Potrzeba słońca i tęsknota serca wygnała mnie na Cypr. Byłam tam od 14. do 21. lutego.

https://www.youtube.com/watch?v=NU2dkn1D1Fs

Przewodnik ten jest o tyle niepraktyczny, co nie posiadający wskazówek dot. muzeów, zabytków czy cen w restauracjach, bo… włóczyliśmy się głównie po wybrzeżu, lasach, górkach i pagórkach. O transporcie publicznym zatem też nic nie powiem, bo (dzięki buddzie!) mieliśmy własne auto.

A na wyspę wybrać się warto. Tym bardziej, że sezon jeszcze nie nadszedł, pogodowo sprawa wygląda coraz lepiej a i loty można złapać w dobrej cenie.

Dzień 1. Wybitnie nocny lot. 13.02, odlot o 22:50, lądowanie w Larnace o 3.10 (przypominam o zmianie czasu). Na pokładzie LOTu zadbano, aby nikt z głodu nie umarł i każdego pasażera hojnie poczęstowano 50g Prince Polo a o prawidłowe nawodnienie organizmu zadbano dając każdemu po szklance (no dobra, po kubeczku) wody.
Po chwili przeszłam w stan hibernacji a obudziłam się na chwilę przed lądowaniem w Larnace. Ledwo powróciłam do świata żywych, a przez okno mogłam podziwiać feeerię barw tego 52-tysięcznego miasta. Kolory urywa nocny niebyt morza śródziemnego.

Mimo że to ciemna (i wciąż zimowa) pora, było nieco cieplej niż w Warszawie(stolica pożegnała mnie iście arktycznymi temperaturami). Własny samochód był wybawieniem. Zresztą, po całej wyspie poruszaliśmy się jedynie naszą puszką, wszak w planach była szeroko rozumiana objazdówka. Pierwszy nocleg spędziliśmy na plaży(ach to cebulastwo i chęć przekoczowania do 8 coby się zameldować w hotelu). Nigdy nie spałam w samochodzie. Foteli nie dało się rozłożyć na płasko, tylnej kanapy też nie. Było mi na tyle wszystko jedno, że jedną noc przebolałam. Ja byłam padnięta a i kierowca już się zmęczył jazdą. Parę godzin damy radę.

Dzień 2. Pobudka w wykonaniu szumiących fal była absolutnie abstrakcyjna. Mimo totalnego zmęczenia podróżą, soczewek wżartych w gałki oczne i niemożności poruszania dwiema kończynami… w takich okolicznościach przyrody to ja wszystko przebaczę! Od razu czuć tą eteryczną energię bijącą od wody(wszak okolice miejsca urodzenia Afrodyty zobowiązują, tak?). Kolory wprost upajają swoją soczystością. Jest to pierwsze miejsce, w którym widzę prawdziwie lazurową wodę. Od tego momentu zdaję sobie sprawę gdzie się znalazłam, chłonę widoki będąc jednocześnie wlepioną w okno.


Image
Image
Image

Jadąc wybrzeżem trafiliśmy do naszego pierwszego punktu wypadowego: Agia Marina Chrysochous.

Jeszcze wieczorny spacer i kawie w marinie miasta Polis: Latsi marina.

Image Image


Dzień 3. Dzień zaczynamy wyruszeniem dalej na północ wyspy. W Pomos zatrzymujemy się w małej marinie z której to się rozciąga piękny widok na cypryjskie wybrzeże. Okazuje się, że nie zjemy śniadania: tutejsza tawerna, szalenie popularna w sezonie, poza nim świeci pustkami. Z bólem serca zrywamy świeże mandarynki wielkości kuli do kręgli. No cóż, ciężkie te cypryjskie życie.

Image
Image

Jadąc wzdłuż morza dojeżdżamy do Kokkiny ( było ją widać już z Pomos, mimo że dzieli je od siebie sporo kilometrów, można dojrzeć turecką enklawę położoną u stóp wzgórza). Pan Turecki Żołnierz nie wyglądał na chętnego do pozowania. Wokół było sporo baszt strzelniczych. Co ciekawe, na całej wyspie jest jeszcze mnóstwo militarnie przydatnych schowków i różnorakich gęsto rozsianych po plażach zadbanych i ufortyfikowanych miejscówek na wypadek ponownego ataku Turków. Bo to, że Cypr musi dzielić wyspę z nieuznawaną przez nikogo więcej poza Turcją , Turecką Republiką Cypru Północnego to chyba wiecie?

widok z jednego ze stanowisk strzelniczych

Image

Tu cmentarz z całkiem przyjemnym widokiem biorąc pod uwagę wieczne spoczywanie.

Image

Chwilę pokontemplowaliśmy widoki i przyszedł czas na wyruszenie w góry. Park narodowy z najwyższym punktem leżącą w paśmie górskim Troodos górą Olimp (prawie 2000m. n.p.m.). Region ten znany jest z mnogości klasztorów i malowanych cerkiew. Generalnie Cypr jest chrześcijaństwem stoi, ale o tym później. Kiedy u podnóża gór mogliśmy hasać w krótkim rękawie, tak im wyżej się znajdując, tym więcej śniegu można było dojrzeć. Mało tego, wyciąg narciarski działał pełną parą! Tak więc kto chciał, ten mógł się opalać na plaży, a kto wolał szusować po śniegu, brał sprzęt i jechał w góry. To się nazywa bogata oferta turystyczna!

Kręcąc się po zawijasach drogowych trzeba było nieźle uważać. Jeszcze kilka dni wcześniej ma Cypr napadły srogie ulewy(które i nas nie ominęły) a w ich wyniku, większość dwupasmówek zamieniła się w jedną, większość trasy wyglądała o tak:

Image

Na Cyprze zobaczymy jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe muflony!

Image

Na które trzeba było uważać

Image

Więcej widoków z tego dnia. Była i piękna droga nad morzem. I zapierające dech w piersiach pejzaże rozciągające się z gór. Co chwila przystawaliśmy żeby napatrzeć się na lasy i wielką wodę w oddali. I wiecie co? Tam się wprost smakuje te kolory: odcienie lazuru, seledynu, drzew oliwkowych i przebijających przez liście żółci i pomarańczy cytrusów. A przy tym towarzyszy nam tylko błoga cisza! A wokół ni mo żywej duszy.

cdn.och, przepadł w zapomnienie na jakiś czas!
Już się poprawiam.
"Nasz" w sensie wypożyczony :lol:

Dzień 4. Deszcze nas dogoniły(mhm…). Chcąc wyrwać się z tych ponurych szponów wyruszyliśmy na zachód w stronę Półwyspu Akamas.

Image

Po drodze wskoczyliśmy na pomost chcąc zrobić kilka zdjęć. W oddali widać złowrogie chmurzyska.

Image
Image

Jechaliśmy wybrzeżem, coby radować oczy widokami. Oczywiście nie obyło się bez przygód pt.: „małe auto vs. offroad między ścianą góry a urwiskiem”. Przeżyliśmy, ale następnym razem ja tę drogę pokonam na osiołku(tak, lokalsi to oferują!).

Image
Image
Image

Wybrzeże jest bardziej kamieniste i "poszarpane", niemniej jednak niewielkie plaże w zatokach czynią to miejsce urokliwym. Na niektóre można się dostać łagodnym zejściem, jednak żeby móc wylegiwać się na innych wypadałoby mieć spadochron lub chociaż medalik ze skorym do pomocy, w zejściu na plażę, świętym. Albo zrzucić drabinę. Co nie zmienia faktu, że jest to niezwykle malownicze, odludne miejsce, gdzie natura może rządzić się własnymi prawami.

Image
Image


Dzień 5 to, między innymi Kouklia a w roli głównej XIIw świątynia

Image
Image

z ustrojstwem do wydobywania oliwy z oliwek

Image

Ale przede wszystkim... nieodzowny punkt wycieczki – Skała Afrodyty. Wszak . Legenda głosi, że to właśnie u wybrzeży Cypru narodziła się Afrodyta – bogini wszelkiego piękna.
Petra tou Romíou to trzy potężne skały, w pobliżu których wyłoniła się z morskiej piany przepiękna Afrodyta. Pojawiła się nie inaczej jak w ciągniętej przez delfiny muszli. W miejscu, w którym odpoczywała po dopłynięciu wzniesiono świątynię, po której dzisiaj niestety pozostały już tylko pozostałości. Legenda głosi, że u wybrzeży Cypru, w Petra tou Romiou narodziła się Afrodyta – bogini wszelkiego piękna.

Image
Image


Wieczór upłynął pod znakiem dotarcia do Agia Napa z małą przerwą w Limassol, na delektowanie się oszałamiającym jedzeniem w miejscu zwanym Ocean Basket.

Dzień 6, czyli kościół św. Łazarza. Taka historia - wskrzeszenie na czwarty dzień po śmierci, a jak sądzą sceptycy – tylko wybudzenie z letargu przez Jezusa z Nazaretu Łazarza, mówi Wam to coś? Podejrzewam, że tak. Daleko mniej ludzi jednak wie, że po powrocie do świata żywych Łazarz, wypędzony z rodzinnej Betanii, przeniósł się na południowe wybrzeże Cypru. Tu, według przekazów, został pierwszym biskupem Kitionu – obecnie to Larnaka – oraz jej świętym patronem. I tu został pochowany. Wnętrze to bogato rzeźbiona w drewnie ambona, takież ołtarzyki pod ikony szczególnie cenionych świętych i poczerniałe od starości i okopcone dymem świec części ścian, filarów i stropy.


Image

Image
Image

Grób św. Łazarza znajduje się w krypcie bezpośrednio pod głównym ołtarzem, gdzie stoi również kilkanaście kamiennych sarkofagów, wśród których są także otwarte i puste. Schodzi się do niej po dosyć stromych schodach po prawej stronie ołtarza.

Dzień 7. Inteligentnie zostawiając mój paszport i orientując się o tym dopiero będąc już nieopodal granicy, planowany wypad do Kyrenii musiał ulec zmianom. Zatrzymaliśmy się zatem w Nikozji trafiając tym samym na… śnieg. Mieszkańcy chyba nie przywykli do tego widoku dając upust swojemu zdziwieniu wybiegając na ulice i robiąc tysiące zdjęć.

Nie przejmując się tym zanadto, poprowadzeni wprost pysznymi zapachami dotarliśmy do armeńskiej knajpy. Była to zdecydowanie dobra decyzja bo zaserwowano nam wyśmienite i tanie jedzenie. A co mnie wprawiło w osłupienie: wszystko świeże i wypiekane na miejscu w ceglanym piecu! Oto ciasto na placek mój właśnie było wyrabiane, o tu, tuż przede mną! Z pełnymi brzuchami poszwendaliśmy się w okolicach granicy przebiegającej przez centrum miasta.

Nikozja jest stolicą Republiki Cypryjskiej. Jest to miasto z historycznymi murami – całe centrum miasta jest nimi otoczone. A w środku samego centrum przebiega linia demarkacyjna z pasmem neutralnym, tzw. „Green Line" albo też, jak kto woli - „Buffer Zone". Jest to nieoficjalna granica państwa, a w dodatku należy pamiętać, że te granice są właśnie dwie, jedna z północnej strony i jedna z południowej, i że jej przekroczenie w kierunku południa nie jest traktowane przez Republikę Cypryjską jako przekroczenie granicy państwa, więc prawo wstępu mają tylko ci, którzy przyszli legalnie na Południe już wcześniej. Fakt, że północna część wyspy pozostaje pod administracją turecką, a południowa – grecka – tworzy Republikę Cypru, nie stanowi większej przeszkody dla turystów i nie umniejsza w niczym atrakcyjności i bezpieczeństwa Cypru, jako celu podróży urlopowych. Mnogość znaków zabraniających robienia zdjęć mnie przekonała i grzecznie schowałam aparat.

Wracając do hotelu zahaczyliśmy o kilka miejsc:

1) plażę lara Beach. Latem ponoć dzieją się tam rzeczy, które się naszym dziadom i pradziadom nie śniły. Sodoma i Gomora, dzieje się więcej i intensywniej niż na Ibizie. Aż się nie chce wierzyć nie widząc ani jednej żywej duszy wokół.

Image

2) Jaskinie na wybrzeżu. Ponoć przepiękne. Druga połówka miała plan pozostania i delektowania się widokami. Mieliśmy rozbić namiot, wrzucić śpiworki i spać na wybrzeżu, w jaskini. My, śpiwór, i niebo. Wszystko to pod dachem z kamienia. A jak było w rzeczywistości? Pobyt w jaskini w której z każdą minutą przybliżałam się do ataku paniki. Trafiliśmy na kombo: wiało przeogromnie a i właśnie trwał przypływ. Fale z impetem rozbijały się na skałach, ogromne bałwany groźnie szumiały i to tak, że prawie nie słyszałam własnych myśli. Oczami wyobraźni porywała mnie jedna z tych fal, której udało się wedrzeć na tą małą skalną półeczkę, na której aktualnie się znajdowałam. Ewakuowałam się stamtąd czym prędzej, ostatecznie widoki podziwiając w głębi lądu, na wyświetlaczu aparatu, dzięki zdjęciom które w międzyczasie robiłam. No i to na tyle z romantycznych planów nocnego podziwiania bezkresu natury i ciemnego nieba.

Image
Image


(a tak nasza skalna półeczka prezentuje się z oddali, zdjęcie znalezione w bezkresie internetu)

[img]http://static.fly4free.pl/s/2015/5/4/458489d60753d94f04209fd6414bd23e.jpeg
[/img]
Chcąc zajeść stres przyszedł czas na jedzeniowy pit stop. Trafiliśmy do chińskiej restauracji w Agia Napa. Ceny były rozsądne a jedzenie przepyszne.

Dzień 8 to przede wszystkim niebywale magiczna plaza Konnos

Image

Image

I Famagustańska Varosha. Wygrywa rankingi najbardziej przerażających miejsc na świecie wspólnie z Czarnobylem. Iście apokaliptyczny pomnik konfliktu.

Varosha w Famaguście jest to bez wątpienia najciekawsze politycznie miejsce na całym Morzu Śródziemnym. Dawniej dzielnica była znana z 5 gwiazdkowych hoteli przy piaszczystych plażach Europy. Był to wówczas jeden z najważniejszych turystycznych ośrodków świata. Zjeżdżały się tam gwiazdy światowego formatu: ….. Była pełną życia żyłą złota. Teraz pozostaje tylko cieniem wcześniejszego splendoru.

Dziś te same budynki zamieniły się w ruinę. Widok przywodzi na myśl hollywoodzkie filmy grozy. Zwykli śmiertelnicy mają całkowity zakaz wchodzenia, zakaz fotografowania i filmowania.

W 1974r podczas ataku tureckich wojsk wszyscy mieszkańcy i turyści zostali ewakuowani z zagrożonych terenów do brytyjskich baz. Większość spakowała tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy nie wiedząc, że już nigdy nie powrócą do swych domów. Aktualnie budynki są całkowicie opustoszałe. W środku nie ma kompletnie nic. Niektóre pozbawione są Nawet całych okiennic.

Mieszanka chrześcijańskiej przeszłość i muzułmańskiej teraźniejszości (np. przebudowana na meczet katedra św. Mikołaja). usunięto świątynne posągi, dobudowano minaret, wewnątrz wyłożono dywany i całość przekształcono według islamskich reguł – odtąd katedra pełniła rolę meczetu (dziś: Meczet Lala Mustafa Paszy), to miejsce islamskich modłów w chrześcijańsko-gotyckiej architekturze


Image

Image

Image

Image

Na koniec tureckie przysmaki, bosko podana kawa i herbata w Petek, z mnogością deserów, ciast i ciasteczek!

Image

Dodaj Komentarz

Komentarze (6)

lysolek 27 lipca 2015 15:26 Odpowiedz
a doczekamy się dalszej relacji ? i jak to mieliście swój samochód ?
wulkan 4 listopada 2015 07:58 Odpowiedz
Fajna relacja, już za tydzień tam będę :)Może jakieś wskazówki, uwagi, polecenia, co warto zobaczyć w Larnace i okolicy ( bez samochodu, tylko pieszo, rower, autobusy) ?
irkolo 4 listopada 2015 10:19 Odpowiedz
Ładnie ale dlaczego jest to w dziale Europa / Bałkany??
wulkan 4 listopada 2015 12:22 Odpowiedz
Słuszna uwaga, Cypr to nie Bałkany.Ja napisałem komentarz do tytułu "niepraktyczny przewodnik po Cyprze' ale dlaczego relacja jest w tym dziale to pytanie do autora relacji oraz do administratora :)
stalk3r 4 listopada 2015 12:32 Odpowiedz
Tak, geograficznie to Azja, ale już kulturowo Grecja, a więc EU i Bałkany, przynajmniej jeśli chodzi o południową część.
singielka-1976 26 stycznia 2016 07:53 Odpowiedz
Buyaka napisał:z małym opóźnieniem, dodaję :)cdn.Czy możesz napisać jakie były temperatury?I jaki był orientacyjny koszt tego wypadu?